Wersja strony na PC:
Rynek kapitałowy na Bankier.pro
Osoba, która mówi, że rynek kapitałowy dyskontuje przyszłość, ulega jakiejś perwersji. Co za wizja! Inwestorzy, którzy swoimi działaniami przewidują przyszłość gospodarki!
To lepsze niż tarot, kabała i wróżenie z fusów.
Inwestor, który w pojedynkę nie wie nic - na tyle nic, że wciąż traci pieniądze na giełdzie, wspólnie z innymi nic nie wiedzącymi inwestorami, razem, tworzy siłę, która nieomylnie przewiduje przyszłe wydarzenia.
Czyżby?
Czy jeśli trwa hossa, akcje idą w górę, a ja jestem ostrożny i czekam, ale potem chciwość bierze górę i zaczynam kupować razem z innymi chciwymi inwestorami, to czy to jest dyskontowanie?
Jeśli na parkiecie trwa wyprzedaż, stado sprzedaje, i w pewnym momencie puszczają mi nerwy - także zaczynam wyprzedawać i w panice dołączam do stada… to czy to jest dyskontowanie przyszłości?
Czy stado cokolwiek przewiduje?
Jeśli masz jakieś wątpliwości, co do inteligencji stada, to włącz National Geografic - i obejrzyj sobie stado w akcji. Takie stado bawołów, na przykład. Ogólnie stado spędza czas przeżuwając trawę. Od rana do wieczora. Ale kiedy spłoszone, stado pędzi na łeb i na szyję.
Nie przewiduje. Tratuje. Tratuje także siebie nawzajem. I wszystko, co się nawinie.
Wiara, że inwestorzy swoimi wspólnymi decyzjami tworzą jakikolwiek wiarygodny obraz stanu gospodarki - i że już teraz dyskontują przyszłe wydarzenia w gospodarce, to myślenie magiczne.
Wszystkowiedzący rynek…
Ktoś, kto stworzył tę teorię, wykonał jeden genialny ruch. Użył bardzo mądrze i naukowo brzmiącej frazy: “dyskontować przyszłość”. “Dyskontować”. To naukowo brzmiące słowo zasłania wielu ludziom prawdziwy wydźwięk tego, co to oznacza. A oznacza nic innego, jak powołanie do życia jakiejś tajemnej siły, która “wie”.
Doskonale się to uzupełnia z innym przekonaniem: że giełda to barometr gospodarki.
Czy można się oprzeć pokusie powtarzania tak obrazowej metafory?
A może wyjaśnienie jest prostsze? Bardziej oczywiste? Że giełdą żądzą emocje. Tak jak w stadzie. Chciwość. I strach. Każdy, kto kupił i sprzedał choćby jedną akcję poznał, czym są te emocje. I jak potrafią rozhuśtać umysł człowieka.
Te same emocje huśtają też giełdą. W górę i w dół. Wśród euforii i łez. Na przemian. Budując - i obracając w gruzy olbrzymie fortuny.
Ludzie od zawsze próbowali zracjonalizować to, co się dzieje na giełdach całego świata, dobudowując ekonomiczne teorie. Jest niepolitycznym przyznać się - nawet samemu przed sobą - że uczestniczy się w dzikiej grze chciwości i strachu - a nie w mającym racjonalne, ekonomiczne podstawy procesie.
Czasami okresy, gdy giełda szybuje pod niebo i czas ekonomicznej prosperity - są zbieżne. Czasami jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Wystarczy przestudiować z otwartym umysłem wykres notowań giełdowych - najlepiej danych z USA, bo polskie dane są jeszcze dość skromne. Widać to wyraźnie.
Inwestorzy, nawet w stadzie, nie są prorokami.
A jeśli giełda jest barometrem gospodarki, to albo jest to barometr zepsuty, albo nikt jeszcze nie nauczył się odczytywać jego wskazań.